Zrównoważone mleczarstwo będzie musiało nauczyć się żyć w gorszych warunkach

Dyskusja o zrównoważonym mleczarstwie została zdominowana przez jedno słowo: emisje. Liczymy kilogramy CO₂e na kilogram mleka, mierzymy metan, analizujemy ślad pasz i transportu. To potrzebne. Ale może okazać się, że najważniejszym pytaniem następnej dekady będzie inne: czy gospodarstwo i mleczarnia będą w ogóle potrafiły produkować tak samo efektywnie podczas coraz częstszych okresów suszy, upałów, niedoboru pasz, drogiej energii i ograniczonego dostępu do wody? Zrównoważony rozwój zaczyna bowiem oznaczać nie tylko ograniczanie wpływu produkcji na klimat. Coraz bardziej będzie oznaczał również zdolność produkcji do funkcjonowania w zmieniającym się klimacie. To subtelna, ale fundamentalna różnica.

Przez dekady jednym z podstawowych mierników postępu była wydajność mleczna. Im więcej mleka od jednej krowy, tym łatwiej rozłożyć koszty utrzymania zwierzęcia – także środowiskowe – na większą liczbę kilogramów produktu. Problem zaczyna się wtedy, gdy maksymalizacja jednego wskaźnika pogarsza inne. Krowa jest przecież biologicznym środkiem produkcji, którego nie wymienia się po zakończeniu zmiany. Na jej wynik wpływa zdrowie racic, płodność, mastitis, żywienie, mikroklimat obory i stres cieplny. Każde przedwczesne brakowanie oznacza konieczność wychowania następnej jałówki, zanim zacznie ona produkować mleko. Dlatego w rachunku środowiskowym znaczenia nabiera długowieczność zwierząt. Nie chodzi o bicie rekordów wieku. Chodzi o liczbę efektywnych laktacji, przez które nakłady związane z odchowem mogą zostać „rozłożone” na produkcję mleka. To prowadzi do nieoczywistego wniosku: poprawa dobrostanu może być nie tylko kwestią etyczną, lecz również elementem polityki klimatycznej i rachunku ekonomicznego gospodarstwa.

FAO przypomina w swoich materiałach z 2026 r., że fermentacja jelitowa przeżuwaczy pozostaje jednym z głównych źródeł emisji w produkcji bydła mlecznego i mięsnego. Jednocześnie organizacja podkreśla coś, co w publicznej debacie pojawia się znacznie rzadziej: działania redukujące emisje powinny być łączone z adaptacją, m.in. zarządzaniem gruntami, hodowlą ukierunkowaną na odporność oraz ograniczaniem ryzyka produkcyjnego. Możemy więc wyobrazić sobie dwie fermy. Pierwsza ma świetnie policzony ślad węglowy w normalnym roku, ale przy dwóch miesiącach suszy musi kupować ogromne ilości paszy z zewnątrz. Druga ma nieco gorszy wynik emisyjny w standardowych warunkach, lecz większe zapasy paszowe, bardziej odporne użytki zielone, lepszą retencję wody i stado mniej podatne na stres cieplny. Która jest bardziej zrównoważona? Odpowiedź przestaje być oczywista. Ten sam problem dotyczy zakładów przetwórczych. Klasyczna mleczarnia potrzebuje dużych ilości energii zarówno do grzania, jak i chłodzenia. Potrzebuje także wody do procesów technologicznych i mycia. W zależności od profilu produkcji zakłady mleczarskie mogą zużywać od około 1 do nawet 10 metrów sześciennych wody na metr sześcienny przerobionego mleka. W świecie, w którym dostępność wody staje się mniej przewidywalna, zaczyna to być nie tylko problem środowiskowy. To problem ciągłości działania. Instalacja odzysku wody może więc mieć podwójną stopę zwrotu. Pierwsza jest łatwa do policzenia: mniej kupionej wody i mniej odprowadzonych ścieków. Druga ujawni się dopiero podczas lokalnego niedoboru wody lub ograniczeń w jej poborze. Wtedy zakład o zamkniętym w większym stopniu obiegu może po prostu nadal produkować.

Podobnie można spojrzeć na energię. Odzysk ciepła odpadowego i jego wykorzystanie przez pompy ciepła przedstawia się najczęściej jako sposób redukcji emisji CO₂. Jest nim niewątpliwie. Ale posiada jeszcze jedną właściwość: ogranicza zależność przedsiębiorstwa od paliw kupowanych na zewnątrz. W mleczarni chłodzenie i grzanie odbywają się często niemal jednocześnie. Z jednej strony odbieramy energię z produktu, z drugiej – dostarczamy ją do procesu pasteryzacji czy przygotowania gorącej wody. Coraz bardziej zaawansowane systemy próbują więc nie wyrzucać tej energii poza zakład, lecz przesuwać ją pomiędzy procesami. GEA pokazuje takie rozwiązania jako jeden z kluczowych kierunków dekarbonizacji procesów mleczarskich: ciepło odpadowe z instalacji chłodniczych wraca dzięki pompom ciepła do procesów wymagających podwyższonej temperatury. Dla dyrektora finansowego oznacza to jednak coś więcej niż ESG. Oznacza mniejszą ekspozycję na cenę gazu.

Być może właśnie tutaj czeka mleczarstwo największa zmiana sposobu myślenia. Do tej pory „sustainability” znajdowało się często obok podstawowego biznesu. Były cele środowiskowe, raporty, wskaźniki i projekty redukcji emisji. W najbliższych latach te dwa światy będą się zlewać. Susza stanie się ryzykiem kosztu pasz. Upał ryzykiem spadku wydajności mlecznej. Niedobór wody ryzykiem zatrzymania instalacji. Cena gazu – ryzykiem marży na proszkach mlecznych. Problemy zdrowotne stada – ryzykiem kosztu odtworzenia produkcji. A wtedy nawet pojęcie „zielonej inwestycji” może stracić sens. Jeżeli odzysk wody chroni ciągłość produkcji, pompa ciepła ogranicza zależność od gazu, lepsza wentylacja obory zapobiega spadkowi wydajności w czasie upałów, a poprawa zdrowotności wydłuża życie produkcyjne krów, nie są to już projekty środowiskowe. To inwestycje operacyjne.

Dlatego mleczarnia przyszłości nie powinna pytać swoich dostawców wyłącznie o ślad węglowy litra mleka. Znacznie ciekawszy byłby zestaw danych pokazujący odporność gospodarstwa: jaka część pasz pochodzi z własnego gospodarstwa, jak zmienia się wydajność podczas fal upałów, ile laktacji osiąga przeciętna krowa, jaka jest śmiertelność cieląt, jak gospodarstwo zabezpiecza wodę i jak zmienia się produkcja w roku suszowym. Podobny test można przeprowadzić w samym zakładzie: ile dni mleczarnia może funkcjonować przy ograniczeniu dostaw gazu? Jaki procent wody może odzyskać? Ile ciepła krąży ponownie pomiędzy procesami? Ile produktu traci przy zmianach asortymentu? To nie są efektowne pytania. Ale właśnie one mogą decydować, który model produkcji przetrwa. Zrównoważone mleczarstwo roku 2035 nie będzie bowiem wyłącznie produkować mleka z mniejszym śladem środowiskowym. Będzie musiało umieć produkować je również wtedy, gdy warunki staną się znacznie mniej wygodne niż dzisiaj.

#FunduszePromocji #FPM #PolskaIzbaMleka

Podziel się swoją opinią